0

0

0

Wieslaw Bednarski

I love Upanishads... --- 29go kwietnia 1950 urodzilem sie w Deblinie kolo lotniska wojskowego i tuz tuz przy Wisle; zaraz potem ojciec wpadl na pomysl aby zarejestrowac moje urodzenie na 1go maja - no wiec juz od razu wkradlo sie w moje zycie jakies zamieszanie z ktorym ciagle musze sie zmagac. Potem, po kilku miesiacach z rodzina jechalismy do Skarzyka-Kam i w zatloczonym pociagu jakas walizka spadla mi na glowe; hehe, juz widze jak to czytajacy potraktuja...; w kazdym razie ta walizka miala zelazne okucia i nie tylko mogla mnie zranic ale tez zabic. Ale jak Mama mowila dzieki Matce Boskiej ocalalem, i to ocalenie moglo byc wg. niej cudowne i wielce pozyteczne ze wzgledow spolecznych, choc to ostatnie nie jest jeszcze calkiem jasne dlaczego. W Skarzysku-Kam z trudem skonczylem szkole podstawowa, szkole zawodowa i Technikum Metalowe dla Pracujacych; dostalem sie tez na Wyzsza Inzynierska z ktorej musialem uciekac, bo z matemy nie bylem za dobry. A byla to juz era Beatlesow, The Rolling Stones, The Yardbirds, The Kinks. Ktos w gazecie zakladowej napisal, ze ten caly big-beatowy rwetes to wplywy buruzuayjne a wiec musialem na to odpowiedziec, ze skoro tak to muzyka Chopina rowniez jest burzuazyjna bo duza czesc zycia spedzil w Paryzu w kraju zachodnim i podlegal wplywom z Zachodu. Jeden nauczyciel w zawodowej ganial nas z nozyczkami i jak kogos dopadl z dluzszymi wlosami to wycinal koleczko aby w ten sposob powstrzymac nowa mode. Wiec niejako my dlugowlosi chodzilismy jak swieci, choc niepokorni i w duzej mierze na spolecznym marginesie. Dostalem sie na KUL w Lublinie tez jakims cudem…potem wyjechalem z kraju rowniez cudownie w 1976…az dojechalem do Kalifornii z Wisconsin samochodem bez prawa jazdy...; ciag dalszy tego opowiadania moglbym zamiescic na jakims website, ale sie jeszcze nad tym zastanowiam…, mam juz nawet sto stron i tytul tej powiesci ale tego nie zamieszczam bo ktos moglby ukrasc a wiec ponioslbym strate braku tytulu ksiazki jakiej jeszcze nie skonczylem i taka strata moglaby byc niepowetowana w wypadku gdybym ta powiesc rzeczywsicie chcial wydac. Po prostu brakowaloby tytulu..., ale powiesc bez tytulu tez bylaby awangardowym novum, nie?, sie zastanawiam..., wiec prosze nie kradnijcie pomyslu powiesci bez tytulu... W skrocie: pisze ksiazke, tytulu nie moge podac, bo moga ukrasc, ale pomysl powiesci bez tytulu jest na tyle awangardowy, ze ktos tez moze to ukrasc a wiec czy z tytulem czy bez ponioslbym strate i z tego powodu sie waham..., ale jak juz wspomnialem urodzilem sie 29go kwieta a wpisano mi 1go maja a wiec borykam sie z zamieszaniem..., gdzie jest moja ksiazka?, jaka ksiazka?, skoro nie ma tytulu...

wieslawbednarski's latest stuff